październik 23rd, 2008
Brakło Max Payna w filmowej wersji
Wielu długo czekało na adaptację najbardziej filmowej gry, jednak im bardziej zbliżaliśmy się do premiery, tym więcej było narzekań. To na słynącego z wątpliwych sukcesów reżysera Moore’a (”Omen”, “Za linią wroga”), to na niską kategorię wiekową, czy w końcu na tytułowego bohatera, którego zagrał Mark Wahlberg.
Z informacji pojawiających się przed debiutem można było być bardzo zadowolonym. Przede wszystkim trailer, jak i fotografie były bardzo klimatyczne.
Sam film może troszkę zawiódł oczekiwania, ale zdecydowanie daleko mu do tragedii, za jaką został uznany przez amerykańskich krytyków filmowych. Spiż z którego dawniej produkowano armaty znowu się przydał i wystrzelono w Maxa. Akcja “Max Payne’a” to okrojona gra, tyle że to cięcie zrobiono nieudolnie. Brakuje ciągłości, brakuje porywającej akcji. Charakterystyczne Bullet time występuje chyba tylko dwa razy i wygląda jakby ktoś wrzucił to na siłę. Twórcy bali się zapewne przesadzić z efektownymi scenami rodem z “Wanted”, czy “Matrixa”. Niestety nie wyszło im to na dobre, gdyż w tym przypadku, wiele osób właśnie na to czeka. Film “Max Payne” już w najbliższy piątek trafi do polskich kin razem z High School Musical 3 i zobaczymy, czy zrobi taką karierę jak gra komputerowa.